sobota, 21 stycznia 2017

Koniec

Już parę osób mi uświadomiło, że blog umiera. Przykro mi, ale ciesze się, że tak długo wytrzymał. W końcu cały rok i jakoś pół! Jestem z tego zadowolona. Szkoda tylko, ze to koniec... Cóż... Jeśli ktoś by miał inne, lepsze zdanie, niech pisze w komentarzu poniżej. Może wrócimy za jakiś czas. Może...

środa, 18 stycznia 2017

Yuuna CD Hayato

Nie mogłam się już doczekać kiedy chłopak otworzy swój plecak i zobaczę jego broń. Nie powinnam się przestraszyć w końcu już dużo widziałam i nic by mnie nie zaskoczyło. Jak tylko Hayato zdjął swój plecak, odpiął go, wyjął maskę, zapiął i założył go na plecy, wreszcie mogłam zobaczyć jego broń. Cień, który pojawił się na ziemi, a po tem gdy zobaczyłam jego prawdziwą formę, nie mogłam się nadziwić. Dla co niektórych mógłby się wydawać przerażający, ale nie dla mnie. Budził we mnie niepokój bo nie wiedziałam jak silny jest.
- Ładny, prawda?- uśmiechnął się szeroko.
- On nie jest ładny, on jest uroczy! - odpowiedziałam z zachwytem.
Podeszłam do zwierzaka i zaczęłam się mu dokładnie przyglądać. Kruczoczarne futro, długie chude nogi, dłuższe futro na ogonie no i ta czaszka nie wspominając o jego porożach. Po przyjrzeniu się lepiej jeleniowi stanęłam na przeciwko zwierzaka.
- Miło mi ciebie poznać. Jestem Yuuna! - odrzekłam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Jeleń spojrzał się na mnie, a po tem na chłopaka, znowu na mnie i z powrotem na chłopaka. Patrzał się raz na mnie, po czym raz na chłopaka i tak przez dobrą chwilę.
- Czy ja coś źle zrobiłam? - spytałam się po chwili, a oni oboje skierowali na mnie wzrok.

<Hayato?> Brak weny czy też najdrobniejszego pomysłu...

środa, 11 stycznia 2017

Abby CD. Hayato

Choroba serca..? Gdy ja nigdy nie miałam czegoś takiego! Złapałam Hayato za ramię i zwróciłam go w swoją stronę, lekko go ciągnąc w dół, by nasze twarze były jak najbliżej siebie.
-Hayato, co ty wymyśliłeś? Ja nigdy nie miałam i nie mam żadnej choroby z sercem- powiedział do niego, szepcząc najciszej, jak mogłam tak, by chłopak mnie usłyszał, ale pracownik ZOO już nie. Białowłosy tylko przewrócił oczami.
-Ale ty niemądra...- zaczął, wzdychając. -Oczywiście, że nie masz. Wymyśliłem to. Zaraz powinien dać nam spokój- wyjaśnił mi, uważnie na mnie spoglądając. Więc o to mu chodziło... Otworzyłam szeroko buzię, niemo mówiąc przeciągłe "Aha", po czym uśmiechnęłam się, przymykając oczy. Natychmiastowo nabrałam poważnej, lekko zmartwionej miny. Jeśli chodzi o moje aktorstwo, to Mark zawsze mi mówił, że mam talent. Ewentualnie to mogło być jedno z jego kłamstw, by umilić mi życie...
-To jest nieważne! Oddajcie mi natychmiast tego nietoperza!- strażnik zaczął na nas krzyczeć. Rozejrzałam się wkoło. Dużo ludzi przechodząc obok, na nas patrzyło, ewentualnie zatrzymywali się w oddali i się nam przyglądali. Jak ja nie lubię, gdy ktoś krzyczy...
-Chce pan powiedzieć, że ludzkie życie nie jest ważne?- spytał Hayato, dalej ciągnąć tę szopkę z moją "chorobą". Pracownik się chyba zmieszał, bo zrobił zdziwione oczy i zaczął coś mamrotać pod nosem, zapewne planując, jak wybrnąć z tej sytuacji. Białowłosy natomiast założył ręce na klatce piersiowej, gdy ja schowałam się za nim, obserwując mężczyznę lewym okiem.
-Co tu się dzieje- nagle usłyszeliśmy kobiecy głos. Cała nasza trójka zwróciła się w tamtą stronę. Stała tam niezbyt młoda, ale i niezbyt stara kobieta o blond włosach, związanych w niedbałego koka a na sobie miała czarny garnitur ze spodniami, które miały szerokie nogawki.
-Pani Blanka- strażnik wyszeptał pod nosem, jednak my i tak to usłyszeliśmy.
-Arata, co się tu dzieje?- powiedziała, patrząc uważnie raz na mężczyznę, a raz na mnie i Hayato. -Yoko do mnie zadzwoniła, mówiąc, że jakiś nietoperz, którym się zajmujesz, się wydostał. Chciałam z tobą porozmawiać na ten temat, a teraz widzę, że kłócisz się z jakimiś nastolatkami?- powiedziała, surowo zwracając wzrok na swojego podwładnego. -Na drugim końcu ZOO cię słychać- westchnęła, biorąc głowę w dół i nią kręcąc.
-Ale proszę pani, to te nastolatki zabrały tego nietoperza. I nie chcą się nawet przyznać, że go mają!- zrobił krok w moją, jak i białowłosego stronę. Kobieta spojrzała na nas zdziwionym wzrokiem. Oho...chyba teraz się zacznie...
 
<Hayato? Ciężki tydzień, oj ciężki... Jeszcze czwartek przetrwać ;-;>

niedziela, 8 stycznia 2017

Hayato CD. Abby

Spojrzał ze spokojem na mężczyznę ubranego w wyblakła zieleń. Mimo kamiennego oblicza irytację i rozśmieszenie jednocześnie, co mogło zdawać się sprzeczne.
- Ukradliście jednego z naszych nietoperzy?- Spytał z niedowierzaniem, podnosząc dłoń do góry i wskazując palcem na ponczo Abby, nie spuszczając z nich wzroku, jakby mieli zaraz rozpłynąć się w powietrzu.
- Nie nauczono pana, że nieładnie wskazywać na kogoś palcem?- Spytał opanowanym tonem głosu, co tylko go zdenerwowało. O to właśnie mu chodziło.- I nie, nie ukradliśmy żadnego nietoperza. Po co mielibyśmy to robić?- Dodał, celowo nie wspominając o tym, że wszystko na to wskazywało oraz, że właśnie to zwierzę skryło się pod ponczem jego towarzyszki.
- Przecież widziałem, jak do niej leci!- Warknął, odnosząc się do Hayato.- A ty, natychmiast mi go oddaj! Ach, będę jeszcze musiał to zgłosić, przecież to kradzież dzikiego zwierzęcia!- Nie wytrzymał i krzyczał, przez co ludzie przechodzący obok pożerali całą trojkę wzrokiem, chcąc wyłapać, o co chodzi.
- Ale ten nietoperz wcale nie jest dziki!- Zawołała urażona Abby!
- Spokojnie, Abby. Bo jeszcze dostaniesz nawrotu choroby.- Powiedział białowłosy, po czym zbliżył twarz do twarzy mężczyzny i zaczął mówić- ona ma poważne problemy z sercem. Niech pan jej nie stresuje, bo dostanie zawału.- Oznajmił nieco groźnym tonem. Mimo wszystko cała ta sytuacja nadal go bawiła, ale wciąż zachowywał spokój, a raczej dobrze udawał gniew.

<Abby? Umieram, do tego brak weny -,->

Abby CD. Hayato

-Ciekawe co by było, gdybyś to ty znalazł się oko w oko z takim kotem- zaśmiałam się, odchodząc od wybiegu ocelotów i stając za chłopakiem.
-Jak dasz mi do nich nóż, to sobie jakoś poradzę- wzruszył ramionami. Zaczęłam się śmiać.
-Chciałabym to zobaczyć- wyznałam, idąc przed siebie. Wtedy ktoś na mnie wpadł, odbiłam się od tej osoby i upadłam na ziemię, lekko zszokowana. Nawet nie usłyszałam słów przeproszenia. Siedziałam jak ten głupek na ziemi i czekałam na zaproszenie, by wstać. Wtedy spod mojego poncza wyjrzała głowa Mii.
-Popchnąć kogoś i nawet go nie przeprosić? Głupi jakiś?- zdenerwowała się i poleciała ode mnie, kierując się w stronę za mną.
-Mia! Wracaj!- zawołałam za nią, jednak było już za późno. Co za głupi nietoperz! Szybko wstałam z ziemi i zaczęłam za nią biec. Minęłam białowłosego, który miał zdziwione spojrzenie. Nie ma czasu na wyjaśnienia... Zatrzymałam się na rozwidleniu ścieżek, uważnie obserwując, czy Mii nie ma w pobliżu. Jednakże nigdzie jej nie mogłam zauważyć. Gdzie ona jest...
-Abby- usłyszałam głos Lii. Spojrzałam na jej wystającą główkę spod materiału. Wskazała łapką przed siebie. Popatrzyłam w tamtą stronę i zobaczyłam, jak pracownik ogrodu trzyma w dłoniach Mię. O nie... Już miałam zamiar do nich podejść, gdy ktoś złapał mnie za ramię, przez co się odwróciłam. Z ulgą stwierdziłam, że to tylko Hayato, a nie kolejny pracownik ZOO. Chłopak chyba miał coś powiedzieć, jednak ja go uprzedziłam.
-Mia gdzieś poleciała- powiedziałam, po czym wskazałam dłonią w kierunku szarpiącego się nietoperza. -A teraz ją złapali- dodałam. Spojrzałam zmartwionym wzrokiem na białowłosego. -Musimy jej pomóc- wyznałam. Natychmiastowo odwróciłam się od Hayata i zaczęłam iść w stronę jednego z pracowników ogrodu zoologicznego. Parę ludzi wokół zaczęło panikować, że nietoperz się wydostał czy coś. Co oni mają do tych zwierząt?? Gdy zaczęłam podchodzić do spanikowanego pracownika, Mia spojrzała w moją stronę, po czym wyrwała się w końcu z rąk mężczyzny, który ją trzymał. Gdy tylko się uwolniła, z prędkością światła poleciała w moją stronę. Wnet schowała się pod ponczem, nie zamierzając już wystawić łepka spod niego. Odetchnęłam z ulgą. Jak dobrze, że nic jej nie jest... Jednak chyba za bardzo pośpieszyłam się z tym wyznaniem, bo pracownik popatrzył na mnie. Chyba widział, jak Mia do mnie leciała...
 
<Hayato?>

Aseyla CD. Alex

- Nie. - Odpowiedziałam na pytanie białowłosej.
Dziewczyna chciała, żebym wymyśliła jej jakieś przezwisko. Nigdy nie miałam do tego talentu, więc westchnęłam i zaczęłam się rozpakowywać. Podczas tego w pokoju zapanowała niezręczna cisza; nikt inny nie dołączył do naszego pokoju. Czyżbyśmy miał być tylko we dwie? Zastanawiałam się też, jak może wyglądać broń mojej towarzyszki, ale nie spytałam jej o to.
Po skończeniu usiadłam na łóżku i zaczęłam przyglądać się dziewczynie, szukając jakiejś szczególnej cechy w jej wyglądzie. Za taką szczególną cechę mogłam uznać jej jasny kolor włosów, ale nie była ona jedyną osobą w szkole, która takie miała. Nagle poczułam, jak ciężar na moich dłoniach stał się mniejszy, co oznaczało, że moja broń zmieniła się w swoją ludzką formę. Łóżko zaskrzypiało, a ja poczułam, że nie byłam jedyną osobą znajdującą się na nim. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam, że Shikeishu leży za mną i przygląda się dziewczynie. Promienie słoneczne wpadające przez okno oświetlały włosy dziewczyny, przez co wyglądał one jakby były złote.
- Kinpatsu - powiedział, wciąż patrząc na dziewczynę
- Co? - spytałam, a dziewczyna spojrzała się na nas z zaciekawieniem
- Blondyneczka - odpowiedział z oczywistością w głosie - teraz jej włosy wyglądają, jakby był złote.
- Hmnn... Jakby to przezwisko miało być od koloru włosów, to bardziej pasowała by Shiraga, od ich bieli.
- Blondyneczka brzmi lepiej - stwierdził, siadając obok mnie - A może po prostu jej zapytam? - teraz zwrócił się do niej - Jak mamy się do ciebie zwracać? Wolałabyś Kinpatsu czy Shiraga?
- Blondyneczki kojarzą mi się bardziej z plastikami, lecz to już od was zależy. Wy wybierajcie i ustalajcie. - z delikatnym uśmiechem sięgnęła po swój kij bejsbolowy, którym zaczęła się jakby bawić - Masz czas, możesz wraz z swym przyjacielem powymyślać
- To będziesz Dwa - leciutko się uśmiechnęłam
- Dlaczego dwa?
- Od dwóch przezwisk, które mogłabym tobie dać lub od tego, że byłaś jako druga w tym pokoju - spojrzałam na zegarek. Była godzina 10:45, a o wpół do dwunastej miała się odbyć zbiórka. Miałam jeszcze sporo czasu - A teraz wybacz, że cię opuszczę, ale chcę pójść jeszcze pozwiedzać.
Nasz pokój był na parterze, dzięki czemu mogłam bez problemu wyjść przez okno. Gdybym wybrała drzwi zamiast okna, to byłoby dość prawdopodobne, że spotkałabym po drodze jakiegoś nauczyciela. Wychodząc, czułam wzrok dziewczyny na sobie, ale nawet nie obejrzałam się za siebie.
- Hej, Siedemnaście, poczekaj na mnie! - usłyszałam głos demona, który nazwał mnie jednym z moich przezwisk, a zaraz potem szybko mnie dogonił i stanął obok mnie.
Mieliśmy do wyboru dwa miejsca: pójść w okolice jeziora lub do lasu. Wkoło jeziora mogło kręcić się sporo osób, więc wybraliśmy drugą opcję.
Ten las różnił się od tego, który znajdował się w okolicach naszej szkoły. Ten był bardziej.. mroczny? Tak, to było dobre słowo. Drzewa był wyższe, ich korony znajdowały się kilka metrów na ziemią, a pnie do nich były bez gałęzi i bez liści. Promienie słońca nie przebijał się przez liście, przez co w lesie panował półmrok nadający mu jeszcze straszniejszy wyraz.
- Ładnie tu - powiedział Shikeishu, rozglądając się
- Twoje klimaty, prawda? - westchnęłam, twierdząco pokiwał głową.
Szliśmy jeszcze kawałek w milczeniu. Towarzyszyła nam cisza i spokój. W lesie nie było słychać dosłownie żadnych odgłosów: nie było w nim ani ptaków ani innych zwierząt. Nawet wiatr nie wiał.
- Też to czujesz? - spytał po chwili
- Co czuję?
- Ten niepokój. - zamyślił się - Coś złego czai się w tym lesie. Chodź za mną.
Zboczył ze ścieżki i zaprowadził mnie w jeszcze większą gęstwinę drzew. Tutaj panował mrok. Po chwili dotarliśmy na małą polanę, na niej znajdował się dom wyglądający na dość stary. Przed nim znajdowała się tabliczka: "Uwaga. Niebezpieczeństwo.", która wyglądała na dość nową, w porównaniu z domem. Budynek miał dwa piętra, niektóre okna był powybijane, a inne zabite dechami. Do drzwi prowadziła niewielka ścieżka, nad nimi znajdował się balkon. Co najciekawsze, w okolicy domu nie było ani jednej rośliny, mogłabym powiedzieć, że czym bliżej domku to ziemia robiła się coraz bardziej jałowa. Próbowałam otworzyć drzwi do domu, ale bez skutku.
- Nie da rady - powiedziałam - zamknięte.
Zaczęło ogarniać mnie niepokojące uczucie, ale jednocześnie czułam się jego częścią. Tak, jakby coś znajdujące się za drzwiami ciągnęło mnie do siebie.
- Daj, ja spróbuję - teraz on pociągnął za klamkę.
Drzwi bez problemu otworzyły się, a ja poczułam zimno na skórze; po moim ciele przebiegły dreszcze. Czułam czyjąś obecność i mordercze zamiary. Już kiedyś czułam coś podobnego - kiedy po raz pierwszy znalazłam się w miejscu, gdzie znajdowała się dusza Shikeishu, zanim podpisaliśmy kontrakt. Ale teraz to uczucie było gorsze i straszniejsze. Demon też wydawał się zaniepokojony.
- Chodź, wracajmy. - powiedział - Możemy się spóźnić. Poza tym, to miejsce mnie niepokoi. Będziemy musieli to później zbadać.
- Mhm - próbowałam zamknąć drzwi, ale bezskutecznie. To samo próbował zrobić mój towarzysz, ale także mu się nie udało. Przeklął. - Chyba ktoś chce, abyśmy weszli do środka - kiedy chciałam to zrobić, on złapał mnie za ramię i odciągnął od domu. Wtedy złapał mnie za rękę.
- Nie. Wracamy. Szybko. Bez dyskusji. - to nawet nie była prośba, ale rozkaz.
Szybko oddaliliśmy się od tego miejsca. Czułam się obserwowana, miałam wrażenie, że ktoś za nami podążą. Nie odwracałam się za siebie. Cały czas słyszałam niepokojący szum liści i odgłosy łamanych gałązek, które spadały obok nas. Nie mogłam robić tego ani ja ani Shikeishu; oboje potrafiliśmy poruszać się bezszelestnie. Ale to nie było najgorszą rzeczą w naszej drodze powrotnej - cały czas słyszeliśmy za sobą śmiech, który nie brzmiał na ludzki. Ucichł dopiero, kiedy udało nam się zauważyć naszą kwaterę. Była godzina 11:23.
- Co to mogło być? - spytałam wystarczająco cicho, by nikt z akademika nie mógł nas usłyszeć.
- Demon. Silny demon. - stwierdził - Wyczuł mnie, a przez naszą więź wezwał mnie i ciebie do siebie. Wydaje mi się, że w dzień jest słabszy, ale nie możemy go zobaczyć, bo się ukrywa. Trzeba będzie tam wrócić w nocy.
- Mhm. To co teraz robimy?
- Udajmy, że nic się nie stało i o niczym nie wiemy.
Przed oknem prowadzącym do naszego pokoju stała moja współlokatorka przyglądająca się nam wraz z niebieskim gryfem. Więc tak wyglądała jej broń. Zaczęłam zmierzać w jej kierunku, nie dając po sobie poznać niepokoju, który ogarnął mnie po zobaczeniu tego domku na polance.
- Cześć! - zawołałam, podchodząc w jej stronę - Więc tak wygląda twoja broń. Jak się nazywasz? - spytałam zwierzęcia
Nie byłam pewna, czy mi odpowie, czy nie. Większość broni nawet, gdy była zwierzętami to potrafiła mówić, ale w przypadku takiego unikatowego zwierzęcia wszystko mogło być możliwe.

<Alex?>

Hayato C.D. Yuuna

Hayato otworzył szeroko oczy. Wyczuł płynące od Ryoko rozbawienie, zapewne spowodowane usłyszanym pytaniem dziewczyny oraz cichym, krótkotrwałym zdumieniem swojego pana. Szybko jednak uśmiechnął się, i to najszerzej, jak tylko mógł. Dziewczyna mogła przestraszyć zwierzęcia z nagą czaszką, wielu ludzi na jego widok krzyczało. Ale pewnie miała już do czynienia z gorszymi rzeczami, niż jego broń. Jednak nie tylko widok, ale i zachowanie jelenia mogło przestraszyć lub chociaż zaniepokoić Yuunę. Spokojne stanie w miejscu mogło zdezorientować. Wiele zwierząt zamierzających zaatakować postępowało na początku właśnie w taki sposób- spokojnie, prawie się nie ruszając. Chłopak powoli ściągnął plecak, czując narastające podniecenie. Jednak nie okazywał tego niczym prócz powoli zanikającym uśmiechem na jego twarzy. Położył przedmiot na ziemi, kucając jednocześnie, by z wolna wyjąć i położyć spokojnym, opanowanym ruchem ciemną maskę na podłożu. Wyczuł na sobie wzrok dziewczyny oraz emanujący od swojej broni spokój, jakby nic nie miało się zdarzyć. Cóż, najwyraźniej nie przejął się tym,że może przestraszyć kogokolwiek. Co najlepsze, dziewczyna wydawała się taka bezbronna, jednak mogły to być tylko pozory. Gdy Ryoko znalazł się już na ziemi, odczekał z przemienieniem się do momentu, w którym Hayato zamknął plecak, wstał i zarzucił go sobie na plecy. Nie spoglądał na niego, lecz na różowowłosą dziewczynę. Jej reakcja ciekawiła go oczywiście bardziej, niż przemiana broni, która z każdą mijającą chwilą zbliżała się." Zaczynaj"- pomyślał, a po jakimś czasie kątem oka zaobserwował, jak cień obok niego zwiększa się i zwiększa, nabierając kształtu jelenia, i to dość pokaźnych rozmiarów. Usłyszał obok swojego ucha ciche klekotanie, jakby dzięcioł uderzał rytmicznie swoim dziobem w drzewo.
- Ładny, prawda?- Uśmiechnął się szeroko. Jednak zamiast strachu w jej oczach ujrzał tylko niepokój, zaciekawienie i właściwie nic poza tym. Może widziała już gorsze widoki, niż nieco upiorny jeleń wielkości samego chłopaka (nie licząc oczywiście pokaźnego poroża).

<Yuuna? Mi także wena nie dopisuje...>

sobota, 7 stycznia 2017

Yuuna CD. Hayato

Chciałam już odejść jednak chłopak po dłuższej chwili zatrzymał mnie.
- Właściwie to mogę pomóc ci szukać. Może być ciekawie.- słysząc to uśmiechnęłam się.
- Na pewno.  Jeżeli jednak nie chcesz to nie musisz - chciałam się przekonać, jednak widząc wyraz twarzy chłopaka, wiedziałam, że jest tego pewien. - Jestem Yuuna - przedstawiłam się z dużym uśmiechem na twarzy.
- Hayato - odparł.
Po przebyciu z chłopakiem tych kilka minut wiedziałam, że zapowiada się ciekawie. Ruszyliśmy przed siebie. Hayato od czasu do czasu przyglądał się moim włosom.
- Naturalne - powiedziałam, a on się na mnie spojrzał.
- Ale co?
- Moje włosy są naturalnego koloru. Od kąd się urodziłam to już miałam takie włosy - odpowiedziała, a chłopak był pod wrażeniem.
- Ale to jest niemożliwe!
- Moja broń jest lisimi bóstwem, gdy narodziłam się wybrała mnie. Jako znak, że zostałam wybrana moje włosy przybrały kolor różu - wytłumaczyłam mniej więcej. Sama do końca nie rozumiałam tego zbytnio, ale nie przeszkadzały mi moje włosy. Co prawda dużo miałam z nimi problemu, ale po jakiejś części cieszyłam się, że mam taki kolor włosów.
- Rozumiem - odparł krótko. - Ale my szukamy chłopaka co nie?
- Tak Ai-chana on jest moją drugą bronią...
- Aha... To jak mniej więcej on wygląda? - spojrzałam się na chłopaka.
- Poznasz go po czerwono-pomarańczowych włosach, słuchawkach na uszach i długim, ciemno - błękitnym płaszczu z wysokim kołnierzem - chłopak próbował zapamiętać i chyba si mu to udało. - Hayato kiedy twoja broń wyjdzie z plecaka? Jak coś to nie musi tam siedzieć! - dodałam, a chłopak zrobił duże oczy. - Czy coś się stało? - spytałam widząc jego wyraz twarzy.

<Hayato?> Może coś wymyślisz? Jakoś wena mi dzisiaj nie dopisuje...

Polecany post

Koniec

Już parę osób mi uświadomiło, że blog umiera. Przykro mi, ale ciesze się, że tak długo wytrzymał. W końcu cały rok i jakoś pół! Jestem z teg...

Popularne posty

Obserwatorzy